RSS
 

07 lut

Pogubiłam się. Nie wiem, czy to kryzys, czy coś poważniejszego. Ciągle nie jestem szczęśliwa. Od momentu urodzenia córci (czyli niebawem 2-ch lat) nic się nie zmieniło. Cały czas tkwię w tym beznadziejnym punkcie bez perspektyw na lepszą przyszłość. Nie potrafię podjąć żadnej konkretnej decyzji, bo żadna opcja nie jest dobra (na pierwszy rzut oka). Są tylko złe. Dodatkowo w kwestii zawodowej zaczyna dopadać mnie przesilenie emocjonalne. Jestem wulkanem, który lada moment może wybuchnąć i zniszczyć wszystko dookoła. Boję się tego, ale i chcę… Może właśnie takie gwałtowne działanie coś by zmieniło? Jeśli nie zwolnią, to może wreszcie docenią? Nie chodzi o docenianie, jak wcześniej (zostaniesz dłużej, zrobisz więcej, bo jesteś taka dobra, że się poświęcisz dla nich), tylko finansowe. Już dłużej nie mogę tak ciułać!

Gorszy kryzys dopadł mnie w małżeństwie. Nie wiem czego chcę. Być razem. Nie być razem. Mam wrażenie, że nawet rozejście się nie zrobiłoby na mnie żadnego wrażenia. Stałam się taka jakaś inna… oschła, nieczuła, oziębła, znudzona. No właśnie, chyba najbardziej znudzona. Myślałam, że to wspólne sobotnie wyjście nam pomoże. Pomogło, ale tylko na sobotę i niedzielę. Później było tak samo. Mam taki mętlik w głowie, że nie wiem, czy kocham, czy nie kocham. Zgubiłam się.

Nie jestem szczęśliwa. Ba, jestem nieszczęśliwa. Czuję się niepełnowartościowym człowiekiem. Nie spełniam się ani zawodowo, ani jako matka i żona. Zbyt wiele widzę w sobie niedoskonałości, żebym mogła żyć normalnie. Przeszkadzają mi. Ja, zawsze ambitna, dość twarda albo raczej zagryzająca poranione wargi i ocierająca cieknące łzy, ale idąca małymi kroczkami do przodu. Zaczęło się od tego, że nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie. Praca w sklepie mnie zniszczyła. Już nie wierzę, ani w dobre studia, ani w znalezienie pracy bez znajomości, ani w docenianie nawet przez rodzinę.

 

Nie wiem, co dalej………………….

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

17 lis

Wracam. Bawiłam się w mało anonimowego bloga i mam dosyć. Szczególnie 15-nastek, które interesuje życie ćwierćwiecznej kobiety, jej męża i dziecka. W ich wieku miałam zdecydowanie ciekawsze zajęcia niż analiza problemów małżeńskich, połączonych z nierobieniem kupki.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

28 maj

Zatrzymaj ten pociąg, ja wysiadam!

Odejść, odejść, odejść… odejść?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

09 mar

26 lutego po niespełna 3,5 h męczarni, urodziłam śliczną córeczkę, którą nazwałam Maja Hanna W.
Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że tak wygląda poród, że podczas tych skurczy myśli się o śmierci (która byłaby lepsza niż to, co obecnie przezywamy). Nikt mnie na to nie przygotował. Mówiono tylko: "jak maleństwo kładą na brzuchu to, zapomina się o całym bólu". To fakt. Jednak… sam poród wydaje się być umieraniem, bardzo powolnym i bolesnym. A wyjście maleństwa przez kanał rodny przypomina rozrywanie od wewnątrz. Ma się wrażenie, że to, co chce się wydostać jest za duże i nie ma szans na jego "wydalenie". Miałam problem z urodzeniem ramionek. Mała zaczęła się niecierpliwić i główka wystająca z mojego krocza w pewnym momencie zaczęła głośno płakać. W ogóle to było niesamowite przeżycie. I to mokre maleństwo, które położyli mi na piersi momentalnie się uspokoiło, gdy usłyszało moje serce. Później było już tylko ciężej…

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

gds

16 gru

Sporo czasu minęło od mojej ostatniej wizyty tutaj. 

Pewnego chłodnego październikowego popołudnia stałam się ŻONĄ. MATKĄ fasolki kilka miesięcy wcześniej. Boże, małżeństwo to ciężka rzecz. To ciągła praca nad wspólnym dobrem, to ciągłe godzenie się na to, czego za bardzo nie chcemy, to powstrzymywanie się przed tym, żeby nie zabić tego drugiego. Tym bardziej, że towarzyszą mi ciągłe humory. Potrafię awanturować nie z Nim nawet o byle co. Przy tym wszystkim często miewam rację. W dodatku co jakiś czas mam chwile zwątpienia w jego miłość. Wydaje mi się, że kocha mnie niedostatecznie mocno lub że nie kocha mnie wcale. Potrzebuję teraz o wiele więcej miłości i uwagi, aby czuć, że znoszę te wszystkie niedogodności dla kogoś, kto to docenia. 

Mówią, że ciąża to najpiękniejszy okres w życiu kobiety. Hmm?! Chyba najpiękniejsze to właśnie brak okresu… Nie widzę plusów. Nie mam żadnych ulg – nie mam czasu na obijanie się, od rana do wieczora siedzę w laboratorium i bezskutecznie dłubię PCRy, klonowania itd. Nikt mi nie ustępuje miejsca w pociągach czy tramwajach (a jestem w połowie 7. miesiąca i mój brzuszek od dawna jest widoczny – podobno długie dziecko). Nikt nie szczędzi mi stresu – czyt. choćby mój Mąż. Obecnie walczymy o remont – o kolory ścian, sprzęt, kubki, garnki, kanapę, której nie udało mi się jeszcze przeforsować (tzn. obecności kanapy w naszym domu, jemu wystarczy duży stół i krzesła?!). Wtrąca swoje dwa słowa dosłownie we wszystko – bo, co go obchodzi rodzaj garnków czy kolor kubków?! Przed nami długa droga zanim uda nam się wzajemnie dotrzeć. Mamy zbyt podobne (przywódcze, dominujące) charaktery, więc moglibyśmy nie przestawać się kłócić. Choć wcześniej tak nie było… A! Maleństwo! Płeć uległa zmianie – logicznie nielogiczne, prawda? Doktor zmienił diagnozę. Czekamy na naszą Malutką… :) Rodzina typuje przeciwnie… Mężowi chyba nie udało się dorobić ogonka, po wizycie stwierdzającej dziewuszkę(:P). Ważne, że jest zdrowa (wg wyników USG, pewność będziemy mieli po porodzie). Ciągle nie wybraliśmy dla niej imienia. Niby tyle ładnych, ale jak dla mnie to duża odpowiedzialność nazwać własne dziecko – co jeśli imię przestanie mi się podobać po niedługim czasie? Malutka zawzięcie daje o sobie znać. To chyba będzie jakaś tancerka – silna i o zdecydowanych ruchach. Odpowiada kopnięciami na muzykę. Kurcze, nie! Ona chyba jednak woli cięższe brzmienia – … rockmanka? Uczę się kochać "brzusio". Jeszcze nie boję się porodu. Zostało mi 11 tygodni na przygotowanie się.   

Powoli odliczam dni do wyprowadzki od teściów – ojjj! Młodzi muszą mieszkać sami (jeśli mają gdzie), bo inaczej powykańczają się z Rodzicami. Mam naprawdę dobrych teściów, ale nie mogę się doczekać jak będę ich chwaliła na odległość (nawet tę niewielką, zaledwie kilka ulic). 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

16

27 wrz

Nie pozostaje mi nic innego, jak wierzyć, że kiedyś znowu będzie dobrze. Mam Cię mała kruszynko pod sercem, a nie darzę Cię miłością. Nie czuję Cię. Jesteś intruzem. Jesteś jak choroba, która opanowała moje ciało. Może, gdybym Cię planowała wszystko wyglądałoby inaczej. Tak bardzo boję się, że Cię nie pokocham, że będę Cię obwiniała o wszelkie niepowodzenia. Do ślubu zostały zaledwie 3 tygodnie… a po głowie chodzi mi, by uciec. Kocham, ale nie chcę żyć w sposób, który On mi narzuca. Słowa nie pomagają, a poduszka każdej nocy jest mokra. On coraz częściej ucieka ode mnie w obowiązki i tłumaczy się tak nieracjonalnie, że nie potrafię tego znieść. Wątpię nawet w jego miłość. To tylko jego kolejny obowiązek.
Chyba czas zająć się sobą i maleństwem. Obawiam się, że ten mój cały stres może zaszkodzić mojemu synowi… Zostanę sama?

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

15

16 wrz

Przerwałam tak nagle moją opowieść… Musiałam sobie wszystko poukładać. Dopiero teraz pogodziłam się z sytuacją, ba, wręcz ją zaakceptowałam i uczę się nią cieszyć. Podczas pierwszej wizyty u lekarza (07.07.2009) okazało się, że na pewno jestem w ciąży – 5-6 tydzień. Poraz pierwszy zobaczyłam tę małą istotkę we mnie, widziałam bijące serduszko. Łzy napłynęły mi do oczu. Dopiero wtedy zaczęłam myśleć o tym, że mam w sobie nowe życie. Nie pamiętam jak wyszłam z gabinetu, za mną wybiegł mój mężczyzna. Ciągle nie byłam w stanie jeść, męczyły mnie myśli. Jak ognia unikałam momentu, w którym będę musiała poinformować rodziców. I stało się… prawie tydzień póżniej.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

15

05 lip

Nie zwracałam uwagi na sygnały, które dawało mi życie. I tak, jestem po pachy upaprana w gównie! Nie potrafię przyjąć do wiadomości tej informacji. Przecież nie tak to wszystko miało wyglądać – miałam skończyć studia, rozpocząć jakąś pracę, pożyć, poszaleć, wyszumieć się i…ustatkować. Wszystko odwrotnie, wszystko na opak. Wynik testu okazał się być pozytywny… Strasznie się denerwuję, próbuję opanować wymioty, nie dać po sobie poznać, co się dzieje. Nie wiem, jak w takim stanie poradzę sobie na studiach, z daleka od rodziny i Jego. Czy przypadkiem nie będę musiała wziąć dziekanki, gdyż. np. będę musiała leżeć. Oprócz Niego nikt jeszcze nie wie. Idziemy razem do lekarza. Wtedy oznajmimy naszym rodzicom – i to paskudnie w dzień urodzin mojego taty (jego mama zmarła tego dnia 2 lata temu), kolejna niezbyt radująca nowina. Boję się ich reakcji. Będą się bardzo martwili o studia, bo to obecnie ich priorytet. Jedyne szczęście w tym nieszczęściu (w życiu nie podejrzeałam, że kiedyś tak tę sytuację nazwę) to, to, że akceptują Mojego Lubego, a właściwie są nim zachwyceni. Nie tak to miało być. Przecież jesteśmy ze sobą zaledwie 9 miesięcy… Nie zmienia to jednak faktu, iż jest najcudowniejszym mężczyzną jakiego znam, bez którego nie wyobrażam sobie życia – jest moim prywatnym ideałem. Obawiałam się, że przerazi go fakt, że ta sytuacja, bądź co bądź, zwiąże nas na całe życie. Uspokoił mnie: "to tylko wszystko przyspieszy, to co miało i tak nadejść".
To będzie najtrudniejszy rok w moim zyciu…

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ggt

07 maj

Lekcja GW w gimnazjum, czyli jakieś 7 lat(!) temu. Moment, kiedy pierwszy raz powiedziałam czego tak naprawdę chcę. Jaką drogą sobie wybrałam. Wtedy wiedziałam zaledwie tyle, że biologia jest moją pasją i z nią właśnie chcę związać swoją przyszłość. Nauczycielka zapisywała w zeszycie wybór każdego z klasy – tzn. profil szkoły średniej. Nie powiem, że lekko się nie zdziwiła słysząc "biol-chem". Czyżbym wtedy jeszcze nie dawała po sobie znać czym żyję? Całkiem możliwe. Nie byłam orłem. Pamiętam, że czasami koleżanka pomagała mi w pracach klasowych – tak, ściągałam. Moje zamiłowanie dopiero kiełkowało. Zastanawiałam się, dlaczego nauki przyrodnicze, a nie np. humanistyczne. Przecież zawsze lubiłam język polski. Pisanie wypracowań przychodziło mi z łatwością. I wiecie, co? Komedia! Nie lubiłam czytać… Na szczęście to się zmieniło. Teraz namiętnie czytuję książki w każdej wolnej chwili, choć nie wierzyłam, że to nastąpi. Wracając do biologii – jest taka logiczna, każdy cykl, każdy element ma sens (inną sprawą jest ciągła nieznajomość wielu aspektów, ale wszystko z czasem). Wszystko można zrozumieć, wytłumaczyć, wszystko ma swoje miejsce. Później długo trzymałam się swojej pasji, choć nie bardzo wiedziałam, jak chciałabym się realizować. Wylądowałam na Biologii, ot, zrządzenie losu. "Im dalej w las, tym więcej drzew." W międzyczasie, po wszystkich zawodach miłosnych, postanowiłam, że oddam się nauce. Może zostanę na uczelni, zrobię doktorat itd., może zatrudnię się w jakiejś placówce badawczej.
Teraz? Nie mam celu w życiu… Jesteś ty, Panie Przystojniaku, i nie ma niczego. Żadnych planów, żadnej samorealizacji się. Jawi mi się powrót na rodzinne śmieci, bez naukowych perspektyw. Jawi się w bliżej nieokreślonym czasie. Za rok? Chyba nie. Chcesz ciągle próbować zrobić tę magisterkę, wyjechać, skurczyć nasz króciutki wspólny czas. Mężczyzno Mojego Życia, wydaje mi się, że będziemy musieli się pożegnać… 

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

15

25 kwi

Zaszalałam… Oby ta noc nie miała swoich konsekwencji. Został mi przecież jeszcze jeden rok studiów.
Boże, jaka ja jestem nieodpowiedzialna!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii